***
Czas świąt, czas spokoju, a kontakt między nim i mną wręcz martwy. O ile święta i spokój mnie nie martwią, o tyle brak rozmów z nim doskwiera i martwi. On twierdzi, że ostatnio nie umie rozmawiać z ludźmi, a jego produktywność jest ujemna. A co jest moją wymówką? Czuję, że on nie chce ze mną rozmawiać. Wydaje mi się to wyraźnym znakiem, że moje nędzne fanaberie względem niego powinny zostać ucięte i porzucone. Jednak tak przyzwyczaiłam się do codziennego myślenia o nim, że byłoby ciężko inaczej. Co zrobić? Nie dostrzegam wyjścia z tej sytuacji, ale może spróbuję gdzieś z nim we dwoje wyjść i dowiedzieć się co jest grane? Jednocześnie boje się mu powiedzieć. Uczucia kryje w sobie, bo boję się być zraniona, chociaż jestem ciekawa jego reakcji i odpowiedzi. Jednak jaki mam sens krycia się z tyn, skoro wiem, że będę umiała się szybko po tym podnieść? Podniosłam się po zakończeniu półtora rocznego związku roniąc tylko kilka łez, więc czemu mówienie o uczuciach sprawia mi taką trudność?...