***

Czas świąt, czas spokoju, a kontakt między nim i mną wręcz martwy.
O ile święta i spokój mnie nie martwią, o tyle brak rozmów z nim doskwiera i martwi.
On twierdzi, że ostatnio nie umie rozmawiać z ludźmi, a jego produktywność jest ujemna.
A co jest moją wymówką? Czuję, że on nie chce ze mną rozmawiać. Wydaje mi się to wyraźnym znakiem, że moje nędzne fanaberie względem niego powinny zostać ucięte i porzucone. Jednak tak przyzwyczaiłam się do codziennego myślenia o nim, że byłoby ciężko inaczej. Co zrobić?
Nie dostrzegam wyjścia z tej sytuacji, ale może spróbuję gdzieś z nim we dwoje wyjść i dowiedzieć się co jest grane? Jednocześnie boje się mu powiedzieć. Uczucia kryje w sobie, bo boję się być zraniona, chociaż jestem ciekawa jego reakcji i odpowiedzi.
Jednak jaki mam sens krycia się z tyn, skoro wiem, że będę umiała się szybko po tym podnieść? Podniosłam się po zakończeniu półtora rocznego związku roniąc tylko kilka łez, więc czemu mówienie o uczuciach sprawia mi taką trudność?
Jestem chyba pełna absurdów i nieufności wobec siebie. Chociaż może po prostu chce mieć pewność, że on coś czuję, że nie jestem w tym sama?
Możliwe.
Czasami czuję się jak jeden wielki absurd, który każdego dnia budzi się jako ktoś inny i musi ponosić za kogoś innego odpowiedzialność. Okropna jest sama myśl o czymś takim, więc staram się trzymać w ryzach i pamiętać jaka faktycznie jestem.
Ciężko jest się w naszym świecie nie pogubić i wieść zwyczajne życie. Zresztą kto teraz chce zwyczajnego życia? Każdemu marzy się życie-przygoda albo życie-jedna wielką podróż. Ciągle gdzieś gonimi za tym naszym idealnym życiem i w końcu przestajemy dostrzegać sensu tego wszystkiego.
Porzućmy bieganinę, spełniajmy się powoli i mówmy o uczuciach.
Hipokrytka ze mnie bezwzględna.

Komentarze

Popularne posty